Tag: Eksterminacja Art.B

Płk Jan Lesiak

Jan Lesiak

resortowe-dzieci-sluzby1-1Excerpt From: Dorota Kania. “Resortowe Dzieci. Służby.” iBooks.


Inwigilacja prawicy – czyli tajna operacja UOP

Noc z 4 na 5 czerwca 1992 roku. Po dramatycznym wystąpieniu premiera Jana Olszewskiego Sejm przystępuje do głosowania. Wynik jest do przewidzenia – rząd Olszewskiego zostaje odwołany a lustracja zablokowana. To właśnie uchwała dająca możliwość ujawnienia agentury w życiu publicznym stała się jedną z głównych przyczyn odwołania rządu Olszewskiego. Minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz nie miał możliwości wykonania do końca uchwały lustracyjnej – Instytut Pamięci Narodowej został powołany do życia dopiero 19 stycznia 1999 roku na mocy ustawy z 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Uchwała lustracyjna, mimo zdecydowanego sprzeciwu posłów Unii Demokratycznej, została przyjęta przez Sejm 28 maja 1992 roku – podpisał ją ówczesny marszałek sejmu Wiesław Chrzanowski. Uchwała nakazywała ministrowi spraw wewnętrznych ujawnienie nazwisk posłów, senatorów, ministrów, wojewodów, sędziów i prokuratorów będących tajnymi współpracownikami UB i SB w latach 1945–1990. Już po jej przyjęciu w „Gazecie Wyborczej” rozpętała się burza. Nie było dnia, by nie ukazywały się artykuły na temat szkodliwości lustracji. Do najzagorzalszych jej przeciwników należał Jacek Kuroń, który lustrację nazywał „nieszczęściem”, a na łamach „Gazety Wyborczej” przyznał się do rozmów z funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa”

Mało kto wówczas wiedział, że funkcjonariuszem SB, który rozmawiał z Kuroniem, był Jan Lesiak, do końca PRL pracujący w Służbie Bezpieczeństwa. W 1990 roku trafił oczywiście do Urzędu Ochrony Państwa. Po latach okazało się, że osobiście wstawił się za nim Jacek Kuroń, którego Lesiak – będąc w SB – rozpracowywał. W latach 80. Lesiak zajmował się także Adamem Michnikiem, o czym świadczą znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej dokumenty.
„Gdyby nie pomoc Jacka Kuronia, Lesiak jak niemal wszyscy funkcjonariusze Departamentu III zajmującego się tzw. nadbudową: inteligencją, naukowcami, pisarzami, artystami, adwokatami, zostałby pozbawiony szans pozostania w służbach. Początkowo negatywnie zweryfikowany, odwołał się od tej decyzji. Wcześniej poprosił Jacka Kuronia o poparcie. I otrzymał je.”

Niespodziewana rekomendacja Jacka Kuronia podziałała z magiczną siłą i pierwsza decyzja została zmieniona na korzyść Jana Lesiaka. Później przez lata puszył się tym, że w Kuroniu znalazł swego obrońcę. W nowo utworzonym jesienią 1990 roku – na gruzach SB – Urzędzie Ochrony Państwa Lesiak został naczelnikiem wydziału ogólnego przy gabinecie szefa urzędu. Kierował i nadzorował pracę sekretarek, w ogromnej większości znanych mu z czasów SB, kierowców i pracowników – jak się wtedy mówiło – zakładowej stołówki. Już jednak po roku jego lojalność została szczodrze nagrodzona. Sprawy, którymi się do tej pory zajmował, zostały włączone do departamentu administracji. Jemu zaś kierownictwo UOP powierzyło utworzenie tajnego wydziału inspekcyjno-operacyjnego przy gabinecie szefa. W wydziale rozpracowywano najróżniejsze sprawy. Od inwigilacji prawicy poprzez badanie drobnych wątków afery FOZZ, ubocznych ścieżek sprawy Art-B, po poszukiwania córki ówczesnego wicemarszałka Sejmu Moniki Kern” – pisał „Dziennik” w 2007 roku.”

W rzeczywistości Lesiak służył Kuroniowi jako pośrednik w kontaktach z władzą już w latach 1985–1989. W trakcie tzw. rozmów ostrzegawczych Kuroń już w 1985 roku proponował założenie wspólnego z umiarkowaną opozycją „frontu odbudowy gospodarki” oraz reaktywowanie „Solidarności” w nowej postaci, co zlikwidowałoby podziemie i pociągnęłoby za sobą także wyeliminowanie opozycji antykomunistycznej. Był to pierwowzór przyszłego porozumienia Okrągłego Stołu. Rozmowy od 1 maja 1985 roku prowadził płk Wacław Król i właśnie mjr Jan Lesiak. Pochodzący z przedwojennej rodziny komunistycznej Król w SB pracował od roku 1962, zaś w 1975 roku ukończył kurs KGB w Moskwie z oceną bardzo dobrą. Zaliczany był do najzdolniejszych analityków Wydziału Analiz Departamentu III. Na wstawiennictwo Kuronia za Lesiakiem należy więc patrzeć w kontekście rozmów z lat 1985–1989, o których opinia publiczna dowiedziała się dopiero 17 lat po Okrągłym Stole.
Jan Lesiak pochodził z rodziny chłopskiej. Jego starszy brat Edward pozostał na wsi uprawiając gospodarstwo rolne. Starsza siostra Julia wyszła za Stanisława Hawryluka, robotnika w zakładach w Łodzi.
Podczas studiów Lesiak działał w ZSP i w lutym 1968 roku został kierownikiem komisji ekonomicznej w Radzie Uczelnianej. W maju 1968 roku, pod koniec IV roku studiów, wstąpił do partii. Jan Lesiak do pracy w MSW zgłosił się 16 grudnia 1968 roku, gdy był jeszcze studentem V roku Wydziału Melioracji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
Jak wynika z pisma płk. Mirosława Parola, naczelnika Wydziału I Departamentu kadr MSW, przesłanego do pełnomocnika przewodniczącego komitetu pracy i płacy do spraw zatrudnienia absolwentów Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, Jan Lesiak w MSW został zatrudniony 1 sierpnia 1969 roku w Wydziale Inspekcji Departamentu III.
Po wstąpieniu do SB Lesiak w październiku ożenił się z Ludwiką Osipiak, która ukończyła zootechnikę w SGGW i rozpoczęła pracę dziennikarza w wydawanym przez Państwowe Wydawnictwa Rolnicze i Leśne tygodniku „Plon”. Małżeństwo ma dwoje dzieci: córkę Agatę i syna Arkadiusza. Dziś Arkadiusz Lesiak jest businessmanem z talentem do pozyskiwania współpracowników z Niemiec i Szwecji. W latach 2007–2012 był prokurentem w firmie wydawniczej Ef Education sp. z o.o., a następnie założył w 2012 Lisa! Polska Sp. z o.o. zajmującą się edukacją i informatyką.

Jan Lesiak w SB początkowo zajmował się działaniami operacyjnymi w dziedzinie rolnictwa, a po ukończeniu Szkoły Oficerskiej Służby Bezpieczeństwa w listopadzie 1972 roku został przesunięty na „odcinek zwalczania grup antysocjalistycznych”. Od maja tego roku służył w Wydziale V Departamentu III, który zajmował się infiltracją i kontrolą legalnych organizacji społeczno-politycznych. Od listopada 1977 roku do grudnia 1983 roku por. Lesiak był inspektorem i starszym inspektorem w Wydziale IX Departamentu III. W tym okresie wydział prowadził działania przeciwko opozycji, w tym Ruchowi Młodej Polski.”

Następnie kpt. Lesiak został przeniesiony do Wydziału II Departamentu III, gdzie został z-cą naczelnika. Wydział ten zajmował się infiltracją i kontrolą środowisk AK, NSZ, WiN, PSL, ROPCiO, rewizjonistów, nielegalnych wydawnictw. W latach 1979–1980 Lesiak zajmował się rozpracowywaniem KOR i kontrolą operacyjną Jacka Kuronia.
1 września 1989 roku ppłk Lesiak został z-cą naczelnika Wydziału III Departamentu Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa – DOKPP, wówczas powołanego w rezultacie połączenia departamentów walczących z opozycją i inwigilujących społeczeństwo. Wydział III miał zwalczać działalność ekstremistyczną w partiach politycznych i organizacjach społeczno-zawodowych, czyli zajmować się infiltracją i niszczeniem przeciwników umów Okrągłego Stołu i ustroju tam zaprojektowanego. Tak cenny specjalista musiał więc znaleźć godne miejsce w strukturach służb III RP.

Poza pracą w komunistycznej bezpiece Lesiak nie miał żadnych innych zainteresowań – tak właśnie napisał w maju 1987 roku w indywidualnej karcie przeglądu kadrowego. Jego przełożeni mieli o nim bardzo dobre zdanie, o czym można się przekonać czytając opinie służbowe.”

Od wielu lat [Lesiak – aut.] specjalizuje się w zwalczaniu nielegalnych struktur i grup antysocjalistycznych. Organizuje i bierze udział w wielu kombinacjach operacyjnych realizując zadania na powierzonym mu odcinku z pozytywnym skutkiem. Wykazuje wiele inicjatywy i pomysłowości w rozwiązywaniu trudnych i skomplikowanych problemów operacyjnych. Potrafi samodzielnie organizować prace własną i zespołu. Zajmując się od 10 lat zwalczaniem zorganizowanej działalności antysocjalistycznej, posiadł dużą wiedzę o przeciwniku politycznym oraz wykazał wiele pomysłowości i stosowania oryginalnych rozwiązań operacyjnych, co przyczyniło się do znacznego ograniczenia działalności antypaństwowej. Posiadając wiedzę merytoryczną i predyspozycje do kierowania kolektywem w pełni gwarantuje skuteczne realizowanie zadań stawianych mu przez kierownictwo służbowe” 

– pisał w kwietniu 1987 roku płk Krzysztof Majchrowski, dyrektor Departamentu III MSW86.
W podobnym tonie na temat Lesiaka wypowiadali się przedstawiciele PZPR.

Tow.[arzysz] J. Lesiak w okresie przynależności do partii [od 1968 r. – aut.] pełnił z wyboru dwukrotnie obowiązki sekretarza organizacji partyjnej, z których wywiązywał się należycie. W okresie 1983–1986 wchodził w skład egzekutywy POP (później KZ). Aktywny na zebraniach partyjnych, zaangażowany w prowadzenie szkoleń. Przed wstąpieniem do partii w okresie studiów należał do Zrzeszenia Studentów Polskich oraz wchodził w skład Plenum Rady Uczelnianej. Obecnie jest członkiem TPPR. Tow. Lesiak jest zaangażowany w pracę lektorską z ramienia KZ. Postawa etyczno-moralna nie budzi zastrzeżeń. Reprezentuje poglądy zgodne z ideologią marksistowsko-leninowską – czytamy w opinii partyjnej z 1987 roku.

20 października 1989 roku ppłk Lesiak złożył wniosek o zakończenie sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Wir” dot. Adama Michnika. Lesiak pisał:” “Figurant zaniechał prowadzenia działalności opozycyjnej. Dnia 4 czerwca 1989 r. został wybrany posłem na sejm PRL w okręgu wyborczym w Bytomiu. Jest redaktorem naczelnym Gazety Wyborczej. Biorąc powyższe pod uwagę podjęto decyzję o zakończeniu dalszego prowadzenia sprawy. Materiały operacyjne w sprawie złożyć w archiwum Biura «C» MSW celem przechowywania wg kategorii B- 2. Materiałów nie wypożyczać bez zgody Dyrektora Departamentu MSW przez okres 20 lat [ręczny dopisek – aut.].

Pięć lat później Jan Lesiak był funkcjonariuszem UOP i nadal zajmował się „wrogami ustroju” – tym razem okazał się potrzebny do walki z antywałęsowską opozycją.
W czasie gdy Andrzej Milczanowski był szefem UOP, czyli między 1 sierpnia 1990 a 31 stycznia 1992 roku, powołał Zespół Inspekcyjno-Operacyjny (ZIO) Lesiaka. Miał się on zajmować zleceniami od szefostwa UOP.

Milczanowski zeznając na procesie Lesiaka sam przyznał: „Zespół Lesiaka został utworzony z mojej inicjatywy za mojej kadencji, pracował pod moim nadzorem”. Początkowo, jak twierdził były szef UOP i MSW, Zespół Lesiaka zajmował się sprawą Art-B i FOZZ, ale po demonstracji czerwcowej 1993 roku przeciw Wałęsie, który reprezentował „opcję spokojną”, jak ją nazwał Milczanowski, zainteresowano się Porozumieniem Centrum.
Gdy więc „wrogiem ludu” został Jarosław Kaczyński, okazało się, że walka z nim stała się specjalnym zleceniem szefostwa UOP.”

Wyeliminować Jarosława Kaczyńskiego

Jednym z działań kompromitujących prawicę była próba wydrukowania w 1990 roku w „Tygodniku „Solidarność” artykułu dotyczącego koncepcji obrony, która była skierowana przeciwko NATO. Redaktorem naczelnym pisma był wówczas Jarosław Kaczyński, który nie zgodził się na wydrukowanie tego tekstu.

Tuż po upadku rządu Jana Olszewskiego do Jarosława Kaczyńskiego, wówczas szefa Porozumienia Centrum (członkowie tej partii byli w rządzie Jana Olszewskiego), zgłosił się człowiek, który przedstawił się jako przedstawiciel służb specjalnych. Powiedział, że Jarosław Kaczyński musi natychmiast wyjechać z Warszawy, bo jest przygotowywany na niego zamach. W istocie była to próba zastraszenia szefa PC, by wyjechał on w najbardziej gorącym, politycznym momencie, ze stolicy. Skutkowałoby to pozostawieniem PC bez kierownictwa, a co za tym szło – całkowitym rozpadem partii. Jarosław Kaczyński z Warszawy nie wyjechał podejrzewając, że jest to operacja służb i żaden zamach nie jest przygotowywany.”

Po upadku rządu Jana Olszewskiego inwigilacja i dezintegracja prawicy została zlecona przez szefostwo UOP tajnemu Zespołowi Inspekcyjno-Operacyjnemu Lesiaka. W skład zespołu wchodzili byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy po pozytywnej weryfikacji znaleźli zatrudnienie w UOP. Mimo upływu ponad 20 lat nadal nie udało się ujawnić składu personalnego zespołu Lesiaka.
Inwigilację prawicy ułatwiło wprowadzenie w życie „Instrukcji 0015” wydanej 28 październiku 1992 roku przez Piotra Niemczyka, dyrektora Biura Analiz i Informacji Urzędu Ochrony Państwa. Istnienie tej instrukcji ujawnił 5 marca 1993 roku Jarosław Kaczyński. W konsekwencji Zespół Inspekcyjno-Operacyjny pułkownika Jana Lesiaka opracował w 1993 roku plany działań operacyjnych UOP, których głównym celem była inwigilacja przywódców antywałęsowskiej prawicy. Zamierzano ich kompromitować m.in. przy wykorzystaniu tajnych agentów UOP w środowiskach prawicowych. Szefem Urzędu, jako pełniącym obowiązki, był od 15 lipca 1992 do 30 listopada 1993 roku Jerzy Konieczny, a po nim jego dotychczasowy zastępca generał Gromosław Czempiński. ZIO nadzorował zaś Andrzej Milczanowski, od 13 lipca 1992 roku szef MSW.

Jak zeznał płk Konstanty Miodowicz na późniejszym procesie płk. Lesiaka, ZIO funkcjonował w gabinecie szefa UOP. W 1993 roku dyrektorem gabinetu szefa UOP, czyli Jerzego Koniecznego, był płk. Wacław Brzęk. Rzecz jasna płk Brzęk miał już za sobą długą karierę w SB. Po maturze w 1963 roku rozpoczął studia na Wydziale Prawa UJ. Po ich ukończeniu podjął pracę w Prezydium Rady Narodowej. Już 4 grudnia 1969 roku Brzęk złożył podanie o przyjęcie do MO i 1 marca 1970 roku został zatrudniony na stanowisku inspektora Wydziału Śledczego Służby Bezpieczeństwa w KWMO Kraków. W marcu 1973 roku por. Brzęk ukończył Szkołę Oficerską SB i rozpoczął pracę w Wyższej Szkole Oficerskiej MSW im. Feliksa Dzierżyńskiego. W 1977 roku obronił doktorat z nauk prawnych i w czerwcu 1979 roku otrzymał awans na kapitana. Od 1 października 1989 roku ppłk Brzęk pełnił obowiązki kierownika Katedry Prawa w Akademii Spraw Wewnętrznych w Legionowie.
Pod koniec 1996 roku płk Kazimierz Stefański został pełnomocnikiem ds. utworzenia, a następnie szefem Inspektoratu Nadzoru i Kontroli oraz Bezpieczeństwa Wewnętrznego UOP. Na początku 1997 roku Inspektorat wchłonął ZIO, dotąd nadzorowany przez szefa UOP i dysponujący własnym funduszem operacyjnym.
25 lutego 1993 roku utworzono Wydział VI w ramach Biura Analiz i Informacji. Samo BAiI zostało powołane już we wrześniu 1990 roku i do listopada kierował nim płk Konstanty Miodowicz, zanim został dyrektorem Zarządu Kontrwywiadu. Po Miodowiczu do 1993 roku Biurem kierował Piotr Niemczyk. Wydział VI korzystając ze wspomnianej instrukcji miał prowadzić działania operacyjne wymierzone w opozycję prawicową, w szczególności tę wrogo nastawioną do Wałęsy. Do tej opozycji zaliczali się przede wszystkim liderzy partii Porozumienie Centrum, Ruch Trzeciej Rzeczypospolitej i Ruch dla Rzeczypospolitej. 26 maja 1993 roku Jerzy Konieczny, szef UOP, uchylił zaskarżoną instrukcję, więc Trybunał Konstytucyjny musiał umorzyć sprawę zbadania jej zgodności z Ustawą Zasadniczą.
W 2006 roku „Dziennik Polska–Europa–Świat” zamieścił artykuł Tomasza Pompowskiego pt. Wszyscy ludzie pułkownika, w którym autor twierdził, że instrukcja 0015/92 pozwalała funkcjonariuszom UOP na inwigilowanie ugrupowań prawicowych, co byłoby złamaniem obowiązującego wtedy i teraz prawa. W odpowiedzi Piotr Niemczyk pozwał wydawcę gazety do sądu. W procesie głównymi świadkami byli Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz.
Gdy Macierewicz stwierdził, że gdyby został zwolniony z tajemnicy państwowej, mógłby udowodnić tezę o szkodliwych działaniach UOP, sąd zwrócił się do MSWiA o taką decyzję. Dyrektor generalny ministerstwa użył jednak wybiegu, oświadczając, że Macierewicz takiej wiedzy mieć nie może, ponieważ nadzorował UOP tylko do czerwca 1992 roku.
Antoni Dudek, członek Rady IPN, znalazł się z nieznanych powodów wśród obrońców Lesiaka i zeznał, że nie są mu znane żadne fakty i okoliczności, które potwierdzałyby tezę, że na podstawie instrukcji 0015/92 była prowadzona inwigilacja partii prawicowych, ani aby w tego rodzaju działalności brało udział Biuro Analiz Informacji UOP.
W tej sytuacji 18 marca 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie w osobie SSO Jacka Tyszki ocenił zeznania Kaczyńskiego i Macierewicza jako przejaw ich osobistych poglądów, uzasadniony jedynie w zakresie, w jakim dotyczył działań zespołu pułkownika Lesiaka, zaś instrukcja określała jedynie zasady zbierania informacji o zagrożeniach dla bezpieczeństwa państwa, weryfikowania tego rodzaju informacji przy udziale osób posiadających wiedzę specjalistyczną i przygotowywania materiałów na ten temat. Nie przewidziano natomiast stworzenia struktur do inwigilacji oraz zwalczania jakichkolwiek organizacji. Dlatego Sąd Okręgowy nakazał Michałowi Kobosko, redaktorowi naczelnemu dziennika „Dziennik Gazeta Prawna” (kontynuacji „Dziennika”) zamieszczenie w dziale „Kraj” sprostowania do artykułu Wszyscy ludzie pułkownika, a Robertowi Krasowskiemu, redaktorowi naczelnemu „Dziennika Polska–Europa–Świat” w okresie, kiedy ukazał się tekst, a także Axel Springer Polska, wydawcy tego dziennika, publikację na ich koszt przeprosin za naruszenie dóbr osobistych Piotra Niemczyka. 16 marca 2011 roku Sąd Apelacyjny w składzie: Dorota Markiewicz przewodnicząca/sprawozdawca, Hanna Muras, Marzena Konsek-Bitkowska, podtrzymał wyrok.
Jak zeznał na procesie płk. Lesiaka ppłk Andrzej Brejtkopf, z-ca Jerzego Kucharenki – dyrektora Zarządu Śledczego UOP, który w momencie otwarcia szafy z dokumentami był na zwolnieniu lekarskim, znajdowały się w niej trzy dokumenty dotyczące Porozumienia Centrum: planowane przedsięwzięcie wobec PC, sprawozdanie z działań i opracowanie dotyczące PC100.
Grupa Lesiaka miała swoich ludzi w „Kurierze Polskim”, „Rzeczpospolitej”, „Życiu Warszawy”, „Polityce”, „Wprost” i telewizji. W odtajnionych aktach zostawiono tylko pierwsze litery ich kryptonimów – „M”, „D”, „A” i „W”. Według Kapkowskiego, w szafie większość stanowiły doniesienia osobowych źródeł informacji.
Główny dokument z szafy Lesiaka pod nazwą „Ocena działalności niektórych ugrupowań politycznych” z lutego 1993 roku głosi, że „działalność polityczno-społeczna niektórych polityków wykracza poza ogólnie przyjęte reguły walki politycznej”. Wymieniono w nim Jarosława Kaczyńskiego i Adama Glapińskiego z Porozumienia Centrum, Jana Olszewskiego i Romualda Szeremietiewa z Ruchu dla Rzeczypospolitej, Jana Parysa z Ruchu III Rzeczypospolitej i Antoniego Macierewicza z Ruchu Chrześcijańsko Narodowego – Akcja Polska, a także kierownictwo KPN. Politycy ci nie potrafią lub nie chcą zachowywać się jak konstruktywna opozycja, a swoimi działaniami celowo dążą do rozbicia konstytucyjnych struktur państwa, aby w powstałym chaosie przejąć władzę, wyeliminować znaczących polityków innych partii i w konsekwencji ustanowić dyktaturę” – głosiła „Ocena”. Według niej, największym zagrożeniem jest działalność osób związanych z Jarosławem Kaczyńskim i Adamem Glapińskim, bo „charakteryzuje się ona dużą skutecznością i bezwzględnością, budową struktur mafijnych”.
Na „Ocenie” widnieje dopisek ręczny Andrzeja Milczanowskiego: „Przeczytałem” oraz taka sama adnotacja Jerzego Koniecznego.”

Drugi ważny dokument to „Notatka dot. zrealizowanych przedsięwzięć operacyjnych w stosunku do niektórych radykalnych ugrupowań politycznych” z sierpnia 1993 roku, w której jest mowa, że „zgodnie z poleceniem kierownictwa UOP przeprowadzono czynności operacyjne, mające na celu dezintegrację prawicowych, radykalnych ugrupowań politycznych”.
Według notatki w wyniku „kombinacji operacyjnej” z udziałem agenta UOP oznaczonego jako „E”, „uzyskano rozpoznanie, że w RdR występuje wyraźny brak konsolidacji między młodymi działaczami a kierownictwem”. Agent UOP o kryptonimie „A” był używany przez zespół Lesiaka do „kontrolowanego przepływu informacji” między politykami opozycyjnymi a UOP. Chodziło o stworzenie sytuacji, w której agent ten nie tylko dostarczał UOP informacji o sytuacji wśród polityków opozycji, ale przekazywał też im samym informacje, które przygotowywał wcześniej zespół Lesiaka – sugerując politykom, że są to rzekome „przecieki” z UOP.Według notatki, tym właśnie „kontrolowanym kanałem” Jarosław Kaczyński otrzymał odpowiedź, że PC jako partia nie jest rozpracowana. „Nie ma wydzielonych funkcjonariuszy UOP-u, którzy zajmują się kierownictwem PC. Dla uwiarygodnienia podano, że funkcjonariusze z b. SB w UOP stali się wzorami praworządności i nie zrobią nic, co byłoby sprzeczne z zakresem działania UOP, zaś nowo przyjęci jeszcze nie potrafiliby przeprowadzić skutecznego rozpracowania” – głosi notatka. Według niej „sugerowano, aby on, jako lider, był bardziej umiarkowany. Odniosło to skutek, J. Kaczyński ograniczył występy publiczne i złagodził je”. „Czynności dezintegracyjne będą w miarę operacyjnych możliwości kontynuowane” – brzmi konkluzja notatki104.
Oddzielny dokument poświęcony jest Jarosławowi Kaczyńskiemu, określanemu jako „twardy fighter”. W jeszcze innym dokumencie określono wytyczne do działań zespołu Lesiaka wobec Jarosława Kaczyńskiego, aby go kompromitować i dezawuować:

“Wytyczne dla agentów, jak rozpracowywać lidera prawicowej opozycji (Zniesiono klauzulę tajności Dec. nr 160 szefa ABW z 01.09.2006 r.) Warszawa, 1993.05.05.

  1. Przyczyny konfliktu pomiędzy L.W. i J.K.
  2. Działalność polityczna J.K. do 1981 r. – w jakich ugrupowaniach i strukturach.
  3. Działalność J.K. w okresie «S», dokonana polaryzacja przekonań politycznych.
  4. Dlaczego nie był internowany? – był mało znaczącym działaczem / – podpisał deklarację lojalności,/ – inne.
  5. Działalność w okresie stanu wojennego, dokonania, najbliżsi współpracownicy, przyjaciele.
  6. Życie intymne, czy jest homoseksualistą, jeżeli tak, to z kim jest w parze, czy jest to związek trwały.
  7. Dane kobiety, przez którą J.K. zrezygnował z małżeństwa, co teraz ona robi, czy jest zamężna, czy utrzymuje z nią sporadyczne kontakty, czy jest prawdą, że łączyło ich uczucie, czy tylko uzasadnienie dla inności seksualnej.
  8. Grupa Polityczna „«Wola», kto był motorem tej grupy, kto narzucił styl, że na działalności politycznej można dobrze zarobić?
  9. Czy prawdą jest, że PC na Woli od 1989 r. budowało strukturę mafijną? (Opłaty na PC za pozytywne decyzje administracyjne).
  10. Związki PC z FOZZ-em, Łódzki Bank Rozwoju, IWANOWSKI-PINEIRO, KLEMBA (artykuły z NIE).
  11. Inwestycje PC za pośrednictwem «Telegrafu». Zbieranie pieniędzy i na co zostały wydatkowane.
  12. Czy J.K. jest bogaty, czy to widać, gdzie zainwestował pieniądze, czy ma na kontach, jakich, który bank, czy są ulokowane w bankach zagranicznych, jakich.
  13. Czy zakup zakładów przetwórstwa spożywczego w Zagłobie (woj. lubelskie) dokonany został z wykorzystaniem wpływów. Czy zaniżono jego cenę, na czym polegało naruszenie przepisów.
  14. Czy w kierownictwie PC były rozważane koncepcje w jaki sposób opanować newralgiczne punkty gospodarki w nowych warunkach ustrojowych, czy były próby realizacji tych koncepcji.
  15. Aktualny program polityczny PC, czy otwarta walka z Prezydentem jest wyrachowanym elementem programu i przygotowaniem do wyborów, czy dziką złością za rezygnację ze współpracy.
  16. Aktualnie najbliżsi współpracownicy i przyjaciele, osoby zaufane.
  17. Czy są znane fakty z życia J.K., które go kompromitują w sensie politycznym, czy popełnił przestępstwo (finansowe), za które mógłby odpowiadać procesowo.
  18. Firmy (fragment utajniony przez ABW – PAP) – ich związki z PC.
  19. Czy pracownicy A. Glapińskiego uzależniły wydanie koncesji na import paliw od wpłat na PC, które firmy zapłaciły?
  20. Czy A. Glapiński uzależniał wejście kapitału zagranicznego do Polski od wpłat na PC
  21. 21. Którzy z polskich biznesmenów łożyli na Fundację Prasową «Solidarności», jakie kwoty105.

Przy pytaniach sugerowano odpowiedzi, mające deprecjonować Jarosława Kaczyńskiego. Robiono z niego i jego brata homoseksualistów i przysposobione przez przybranych rodziców dzieci lumpów.

Do dziś wytyczne Lesiaka są realizowane przez policję medialną i internetowe trolle. W jawnych aktach sprawy nie ma protokołów przesłuchań – praca nad ich odtajnieniem przez prokuraturę trwa. Jest tam dużo korespondencji między UOP a prokuraturą. UOP pisał w 1998 roku o podsłuchach wobec polityków, zastrzegając, że o odpowiednią zgodę zwrócono się do ministra sprawiedliwości. I tak Adama Glapińskiego podsłuchiwano w 1991 roku w ramach rozpracowywania afery FOZZ, a w 1992 roku – w ramach podejrzeń o ujawnienie przez Glapińskiego tajemnicy państwowej. Od października do grudnia 1991 roku kontrolowano korespondencję oraz stosowano podsłuch wobec Leszka Millera – w ramach podejrzeń o kontakty z urzędnikami ZSRS.

Jarosław Kaczyński mówił wiele razy, że działania UOP były inspirowane przez ludzi Wałęsy, czemu zaprzeczali współpracownicy Wałęsy. Wątek ewentualnej odpowiedzialności przełożonych Lesiaka umorzono w 2002 roku. Prezydent Lech Kaczyński mówił, że inwigilacja prawicy to największa afera III RP. Jednym z elementów inwigilacji prawicy była informacja opublikowana 28 maja i 3 czerwca 1993 roku w tygodniku Jerzego Urbana „Nie” na temat rzekomego podpisania 17 grudnia 1981 roku przez Jarosława Kaczyńskiego tzw. lojalki, czyli zobowiązania do przestrzegania przepisów stanu wojennego i zaprzestania opozycyjnej działalności. Dowodem miała być kserokopia opublikowana w „Nie” przez Marka Barańskiego. Jarosław Kaczyński wytoczył proces „Nie” – w 1998 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie uznał już, że Kaczyński nie podpisywał żadnej „lojalki”. Proces wytoczony przez Kaczyńskiego gazecie Jerzego Urbana trwał sześć lat. Jeszcze w 1996 roku Marek Barański dostarczył do sądu nowe dokumenty. Dopiero w 1997 roku oświadczył, że „lojalka” była fałszywa, a on sam padł ofiarą „prowokacji UOP”, za co przeprosił Kaczyńskiego. Ostatecznie sąd skazał Barańskiego na 10 tys. zł grzywny.
Co istotne, podczas procesu Andrzej Kapkowski, szef UOP (28 lutego 1996–7 listopada 1997), zeznał, że w UOP na początku lat 90. sfałszowano więcej dokumentów dotyczących Jarosława Kaczyńskiego. W 2006 roku Jarosław Kaczyński zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na podrobieniu „lojalki”. 29 lutego 2008 roku śledztwo zostało umorzone z powodu przedawnienia karalności przestępstwa. Jednocześnie prokuratura uznała za bezspornie, że „lojalkę” podrobiono w całości – do czego doszło „nie później” niż w czerwcu 1993 roku. Według stanowiska Ministerstwa Sprawiedliwości z 2006 roku, „istnieją dowody”, że doszło do sfałszowania dokumentów J. Kaczyńskiego z teczki założonej mu przez SB, a obecnie znajdującej się w IPN. Zdaniem resortu, nie budzi wątpliwości to, że „w ramach inwigilacji prawicy w latach 90. służby specjalne fałszowały dokumenty, m.in. w celu skompromitowania działaczy prawicy, a szczególnie braci Kaczyńskich”.

W grę wymierzoną w prawicę zaprzęgnięto także wymiar sprawiedliwości: przeciwko politykom Porozumienia Centrum (partii założonej przez Jarosława Kaczyńskiego) toczyły się śledztwa i procesy – jednym z nich były rzekome nadużycia w Fundacji Prasowej „Solidarność”. Sprawa ciągnęła się przez kilkanaście lat, dopiero w lutym 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał decyzję prokuratury z grudnia 2009 roku, na mocy której umorzono śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy procedurze uwłaszczania majątku RSW „Prasa-Książka-Ruch”.”

Nękanie prawicy przez UOP trwało do grudnia 1995 roku, czyli do końca kadencji prezydenta Lecha Wałęsy – wraz z nim odszedł Gromosław Czempiński, szef UOP (grudzień 1993–marzec 1996). W sierpniu 1997 roku Zbigniew Siemiątkowski, ówczesny szef UOP, ujawnił, że w roku 1993 UOP inwigilował prawicową opozycję parlamentarną i dążył do jej rozbicia. O akceptacji tych działań przez ówczesnego szefa MSW Andrzeja Milczanowskiego miały świadczyć jego odręczne notatki na decyzji o inwigilacji. O weryfikacji tych dokumentów Siemiątkowski mówił na nocnym, zamkniętym posiedzeniu komisji ds. służb specjalnych.”

Na późniejszym procesie płk. Lesiaka Siemiątkowski zeznał, że w czerwcu lub początku lipca 1997 roku poinformował go szef UOP Kapkowski, iż „jeden z oficerów UOP złożył mu propozycję podjęcia działań operacyjnych, które mogły w jakimś stopniu doprowadzić do złych tendencji politycznych formacji, do której ja należałem, tj. [jest] w posiadaniu dokumentów, które ewentualnie upublicznione mogłyby zaszkodzić Akcji Wyborczej Solidarność”. Kapkowski chciał się pozbyć Lesiaka i po uzyskaniu zgody Siemiątkowakiego wezwał Lesiaka i wysłał go na emeryturę, oświadczając mu, że jego „odwołanie ze stanowiska będzie jednoznaczne z przejęciem zasobów archiwalnych”. W tym celu powołał czteroosobową komisję, w skład której weszli m.in. kpt. Leszek Elas i płk Waldemar Mroziewicz, dyrektor Biura Ewidencji i Archiwum. Komisja otworzyła szafę z dokumentacją ZIO. Według Mroziewicza w szafie było bardzo dużo dokumentów, w tym niektóre z nich nie były ewidencjonowane.
Siemiątkowski poprosił o najważniejsze dokumenty. Były trzy lub cztery dokumenty i widniały na nich adnotacje Koniecznego i Milczanowskiego. Wówczas Siemiątkowski, Kapkowski i dyrektor Zarządu Śledczego Kucharenko udali się do ministra sprawiedliwości prof. Leszka Kubickiego i za jego radą Zarząd Śledczy UOP skierował do prokuratury na przełomie sierpnia i września 1997 roku zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Lesiaka, Koniecznego i Milczanowskiego. Takie zeznanie złożył Siemiątkowski w czasie procesu w 2006 roku. Sprawa dokumentów z „szafy Lesiaka” (tak media okrzyknęły inwigilację prawicy) została ujawniona tuż przed rozpoczęciem kampanii wyborczej do Sejmu – zdaniem ówczesnych polityków AWS cała akcja miała na celu rozbicie prawicy – w AWS był m.in. Andrzej Milczanowski, który nazwał działania Siemiątkowskiego „prowokacją”.”

Dziś intencje donosu Siemiątkowskiego są przejrzyste. Postkomuniści zorientowali się, że szafa Lesiaka może być odbezpieczonym granatem, którego odłamki boleśnie zranią prawicę. Dlaczego? Tak jak na początku lat 90. Lesiak rozbijał prawicę wypróbowanymi esbeckimi metodami – rozsiewając fałszywe informacje, doprowadzał do skłócania liderów partii, tak Siemiątkowski – składając doniesienie do prokuratury w 1997 roku – wkładał kij w mrowisko opozycji antykomunistycznej, zjednoczonej w tamtych wyborach pod skrzydłami «federacyjnej» Akcji Wyborczej Solidarność. Siemiątkowski chciał wówczas skompromitować prawicę, wykorzystując odkryty w szafie «dorobek» Lesiaka, który się do tego świetnie nadawał. Świadomie podkładał minę mającą doprowadzić do wysadzenia w powietrze AWS, poprzez powtórne, wewnętrzne skłócenie prawicy – pisał w 2007 roku „Dziennik”.
W latach 90. służby specjalne PRL sięgały także do brutalnych metod z zamachami na życie włącznie. W dniu powołania do życia Akcji Wyborczej Solidarność miał miejsce wypadek, w którym omal nie zginął Jarosław Kaczyński. 8 czerwca 1996 roku jechał on służbowym oplem vectra na spotkanie z wyborcami. W okolicach Mławy samochód nagle zjechał na przeciwległy pas ruchu i dachował. Okazało się, że były odkręcone wszystkie koła – tylko solidna konstrukcja samochodu sprawiła, że poza niewielkimi zadrapaniami nikomu nic się nie stało. Auto nadawało się jedynie do kasacji – policja poza sporządzeniem protokołu z miejsca zdarzenia nie odważyła się wszcząć śledztwa115. Widocznie wiedziała, że sprawcy są z potężniejszej instytucji.

Jednym z polityków prawicy najbardziej nękanych przez Urząd Ochrony Państwa był Antoni Macierewicz. Taki właśnie obraz wyłania się z akt prokuratorskiego śledztwa w sprawie inwigilacji prawicy. Inwigilacja polityka była prowadzona pod pretekstem ochrony tajemnicy państwowej.

„Po upadku rządu Jana Olszewskiego istniała obawa, że informacje stanowiące tajemnicę państwową mogą być ujawniane na spotkaniach, które odbywały osoby z nim związane. W tej sprawie, wobec obawy, że spotkania te będą się przeradzały w burdy, otrzymałem polecenie od ministra Milczanowskiego [Andrzej Milczanowski, ówczesny minister spraw wewnętrznych – aut.] objęcia tych spotkań kontrolą operacyjną. Polecenie ministra Milczanowskiego przekazał mi dyrektor Zarządu Kontrwywiadu [UOP – aut.] Konstanty Miodowicz lub któryś z jego zastępców. W tej sprawie otrzymałem też grafiki wyjazdów Jana Olszewskiego, Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego podające daty i miejsca ich spotkań z publicznością. Po otrzymaniu polecenia wysłałem do chyba 6 delegatur szyfrogramy nakazujące podjęcia przez te Biura Obserwacji biernej dokumentacji tych spotkań” – zeznał funkcjonariusz (jego dane zostały utajnione przez prokuraturę) Urzędu Ochrony Państwa.
Spotkania, o których mowa, były nagrywane na taśmach magnetofonowych i video a informacje przekazywane do kierownictwa UOP118. Zeznający funkcjonariusz UOP powiedział przesłuchującym go prokuratorom, że kierował wnioski o stosowanie podsłuchów telefonicznych, na których stosowanie zgodę podpisywał ówczesny zastępca prokuratora generalnego Stanisław Iwanicki, a polecenie inwigilacji polityków prawicy wydał ówczesny szef UOP Jerzy Konieczny.
Antoni Macierewicz wiedział, że taka akcja jest prowadzona – poinformowali go o tym nieoficjalnie funkcjonariusze UOP, którzy uważali, że tego typu działania są całkowicie nielegalne. Oficjalnie Antoni Macierewicz nigdy nie był wezwany ani do UOP ani do prokuratury na przesłuchanie dotyczące rzekomego ujawnienia tajemnicy państwowej.

Inną formą działań UOP wymierzonych w prawicę była tzw. „akcja plakatowa” – takiego określenia używali sami funkcjonariusze Urzędu.“Na przełomie maja i czerwca 1993 roku, nie pamiętam dokładnie daty, w godzinach popołudniowych otrzymałem od ówczesnego szefa UOP polecenie usunięcia z ulic Warszawy rozklejanych właśnie plakatów, na których obok zdjęć znajdowały się napisy pomawiające niektóre osoby sprawujące kierownicze funkcje w państwie o współpracę z b. Służbą Bezpieczeństwa [chodziło m.in. o plakaty z wizerunkiem Lecha Wałęsy, na których widniała informacja, że jest on agentem SB o pseudonimie „Bolek” – aut.]. Szef UOP Jerzy Konieczny poinformował mnie, że takie jest polecenie premier Suchockiej, z tego co wiem wydanym bardzo histerycznie. Nie wiem, czy to polecenie Jerzy Konieczny otrzymał bezpośrednio od premier Suchockiej czy też poprzez ministra Milczanowskiego. Nie potrafię powiedzieć z pewnością, ale sądzę, że pomysł zaangażowania do tej sprawy Urzędu Ochrony Państwa pochodził bezpośrednio od premier Suchockiej. W spotkaniu, w którym także uczestniczył Dyrektor Gabinetu szefa UOP, zastępca szefa UOP, chyba Nóżka [Jerzy – aut.], chyba Sadłowski, chyba Dyrektor Biura Techniki, chyba Dyrektor Biura Obserwacji, a także chyba Piotr Niemczyk i kierownictwo Wydziału Śledczego Fonfara [Wiktor – aut.], Konieczny zakomunikował mi, że sprawą ma się zająć Zarząd II a ja wyznaczyłem [nazwisko zanonimizowane przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie – aut.] z uwagi na najmniejsze ryzyko dekonspiracji linii kontrwywiadowczej. W sumie zadanie polegające na zrywaniu i chyba zaklejaniu plakatów wykonywało 5–6 funkcjonariuszy. Wraz z kierowcami sformowali oni 2–3 patrole. Na mieście legitymowali także osoby rozklejające plakaty, odbierali je i w niektórych wypadkach odwozili osoby, które nie miały przy sobie dokumentów do jednostki policji chyba przy ul. Wilczej – zeznawał Konstanty Miodowicz.

O „akcji plakatowej” zeznawali także inni funkcjonariusze UOP. “Około 4 czerwca 1993 roku [w rocznicę upadku rządu Jana Olszewskiego – aut.] otrzymałem od Konstantego Miodowicza i Andrzeja Sadłowskiego [zastępcy K. Miodowicza w Zarządzie Kontrwywiadu UOP – aut.] polecenie podjęcia przez mój wydział działań w tzw. sprawie plakatowej. Poinformowano mnie, że ówczesna premier Hanna Suchocka jest zirytowana lżeniem i pomawianiem osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. Ponieważ sam obserwowałem, jak moi funkcjonariusze wykonują to zadanie wiem, że uczestniczyli w nim także ubrani w jakieś kombinezony robocze z Biura Obserwacji, którzy zaklejali te plakaty jakimiś innymi. Pamiętam, że przed podjęciem działań przez funkcjonariuszy mojego wydziału zostały one określone dokładnie na odprawie, którą z funkcjonariuszami mojego wydziału prowadził Andrzej Sadłowski. Na tej odprawie A. Sadłowski informował również, że Urząd podejmuje te działania na polecenie ówczesnej premier Hanny Suchockiej. Przypominam sobie, że około rok temu kiedy jeszcze byłem naczelnikiem wydziału, którym kierowałem poprosił mnie do siebie ówczesny Dyrektor Zarządu Śledczego UOP Jerzy Kucharenko i przeprowadził ze mną rozmowę na temat celowości i zasadności przesyłania do delegatur szyfrogramu z treści którego wynikało, że ma być prowadzona bierna obserwacja wyjazdów w teren Antoniego Macierewicza, Jana Olszewskiego, Piotra Naimskiego i możliwe że innych osób związanych z tą grupą, których nazwisk w tej chwili nie pamiętam. Pamiętam, że bazą do rozmowy była notatka z Delegatury UOP w Poznaniu, z treści której wynikało, że UOP realizował działania dotyczące obserwacji polityków na prawej stronie sceny politycznej – zeznał funkcjonariusz (jego dane zostały utajnione przez prokuraturę) Urzędu Ochrony Państwa.


Excerpt From: Dorota Kania. “Resortowe Dzieci. Służby.” iBooks. Inwigilacja prawicy – czyli tajna operacja UOP Noc z 4 na 5 czerwca 1992 roku. Po dramatycznym wystąpieniu premiera Jana Olszewskiego Sejm przystępuje do […]

Płk Adam Debiec

resortowe dzieci - sluzbyExcerpt From: Dorota Kania. “Resortowe Dzieci. Służby.” iBooks.


Jednym z podwładnych ppłk. Wiktora Fonfary w Biurze Śledczym MSW, który razem z nim przeszedł do Urzędu Ochrony Państwa, był Adam Dębiec, wieloletni funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa.

Rodzice Adama Dębca byli bezpartyjni. Ojciec po przeprowadzce z Jasła do Sanoka pracował od 1946 roku w Kopalnictwie Naftowym, a matka pracowała tam w charakterze świetlicowej. Również żona Elżbieta Czubasiewicz126 i jej rodzice byli bezpartyjni. Środowisko rodzinne nie wskazywało zatem, jaką przyszłość wybierze Adam Dębiec. W 1961 roku Dębiec został przyjęty na I rok prawa na Uniwersytecie Wrocławskim, skąd przeniósł się do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, gdy na prawie nie zdał egzaminu z logiki. W 1964 roku ożenił się i rok później urodził się syn Andrzej. 12 września 1967 roku Dębiec złożył w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Opolu podanie o przyjęcie do pracy w Komendzie Powiatowej MO w Nysie w charakterze inspektora kulturalno-oświatowego.

„Podanie uzasadniam tym, że posiadam wykształcenie w zakresie historii a praca na tym stanowisku odpowiada moim zainteresowaniom” – pisał Dębiec.”

WSP w Opolu ukończył w 1967 roku i 21 września Kurator Opolskiego Okręgu Szkolnego Stanisław Micek wyraził „zgodę na podjęcie pracy w organach MO przez Adama Dębca – absolwenta kierunku historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu”, co uwolniło Dębca od obowiązku pracy w szkole. Pracę w KP MO w Nysie Dębiec rozpoczął 15 października 1967 roku. Jako funkcjonariusz MO w 1970 roku rozpoczął naukę zaocznie w Szkole Oficerskiej w Szczytnie. Jednocześnie oczekiwał na mieszkanie ze Spółdzielni Mieszkaniowej w Opolu, której był członkiem. W tym czasie zabiegał – jak czytamy w aktach – o przyjęcie do Służby Bezpieczeństwa – jego kandydaturę poparło kierownictwo Wydziału Śledczego KW MO w Opolu. I tak, po ukończeniu Szkoły w Szczytnie, 25 czerwca 1972 roku trafił do Służby Bezpieczeństwa na stanowisko inspektora Wydziału Śledczego KW MO w Opolu.”

W 1978 roku Dębiec został przeniesiony do Wydziału II Biura Śledczego MSW, gdzie zajmował się przestępstwami gospodarczymi i nadużyciami w handlu zagranicznym. W 1979 roku rozpoczęła się sprawa rozwodowa Dębców i 6 marca 1981 roku Adam Dębiec napisał donos do płk. Bonifacego Jedynaka, Dyrektora Departamentu Kadr MSW, że żona Elżbieta jest członkiem NSZZ „Solidarność” w Technikum Chemicznym przy ul. Saskiej w Warszawie, gdzie była zatrudniona jako nauczycielka. Sam Dębiec był wówczas II sekretarzem POP w Biurze Śledczym MSW.

Po zabójstwie bł. księdza Jerzego Popiełuszki był w grupie prowadzącej śledztwo przeciwko Piotrowskiemu, Chmielewskiemu, Pękali oraz ich przełożonym, w tym Pietruszce. Postępowanie było tak prowadzone, że zleceniodawcy zabójstwa księdza Jerzego nigdy nie zostali osądzeni.

Dębiec był wysoko oceniany przez przełożonych, o czym świadczą m.in. wnioski o awans.

„Mjr Adam Dębiec jest długoletnim i doświadczonym pracownikiem pionu śledczego MSW. Samodzielnie prowadził – z dobrymi wynikami – śledztwa z zakresu aferowej przestępczości i przeciwko sprawcom przestępstw popełnionych z pobudek politycznych. W niektórych z tych spraw pełnił funkcję koordynatora, organizując m.in. pracę grupie inspektorów. Angażowany był także do dokonywania analizy materiałów operacyjnych przed wszczęciem postępowań karnych. Stawiane przez niego wnioski charakteryzuje trafność i rzeczowość. Jest aktywnym członkiem PZPR” – pisał we wniosku personalnym 13 lipca 1984 roku płk Zbigniew Pudysz, dyrektor Biura Śledczego MSW.

Mimo zaangażowania w czasach PRL-u w walkę z opozycją i prowadzenia politycznych śledztw, Adam Dębiec został pozytywnie zweryfikowany i został przyjęty do Zarządu Śledczego Urzędu Ochrony Państwa, którym kierował Wiktor Fonfara.

W 1991 roku na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się list opozycjonistki Ewy Kulik-Bielińskiej, który warto przytoczyć w całości chociażby ze względu na charakterystykę metod pracy mjr. Adama Dębca:”

81px-Kulik-Bielińska_Ewa_2210_1“Z relacji w «GW» nr 102 z posiedzenia Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów dowiedzieliśmy się, że funkcjonariuszem MSW prowadzącym śledztwo w tzw. aferze bankowej (afera Art-B) jest naczelnik wydziału UOP płk Adam Dębiec. Z Adamem Dębcem zetknęłam się dwukrotnie. Po raz pierwszy w sierpniu 1980 roku, kiedy to kierował akcją przeszukania w mieszkaniu Jacka Kuronia, podczas której zatrzymano i osadzono w areszcie kilkanaście znajdujących się tam osób. Po raz drugi miałam z nim do czynienia 31 maja 1986 roku, kiedy uzbrojeni w pistolety maszynowe członkowie grupy antyterrorystycznej mjr. Misztala wyłamali o 5 rano drzwi do wynajmowanego przeze mnie mieszkania, a następnie przewieźli mnie do siedziby MSW przy ul. Rakowieckiej. Przywitał mnie tam A. Dębiec, wówczas w stopniu majora, rzucając do dwóch funkcjonariuszek, którym polecano mnie przeszukać: «Rozebrać ją, ale do goła»! Metody stosowane w prowadzonym przez Dębca śledztwie «przeciwko Zbigniewowi Bujakowi i innym podejrzanym o udział w organizacji mającej na celu obalenie ustroju siłą» (chodziło o podziemne krajowe władze «Solidarności» – Tymczasową Komisję Koordynacyjną NSZZ «S») prawdopodobnie nie różniły się od wielu innych toczących się w latach 1981–1986 spraw przeciwko działaczom «S». Szantaże, groźby, nacisk psychiczny były na porządku dziennym. Spośród tuzina przesłuchujących mnie funkcjonariuszy zapamiętałam twarz i nazwisko Dębca, ponieważ w szczególnie perfidny sposób wykorzystywał dramaty i tragedie osobiste zamieszanych w tę sprawę ludzi, zmuszając ich do złożenia obciążających zeznań. Nigdy nie zapomnę, jak 21 czerwca 1986 roku, dzień po tragicznej (dotychczas nie wyjaśnionej) śmierci mojego brata, wezwał mnie na przesłuchanie, podczas którego próbował uzyskać ode mnie zeznania w zamian za ujawnienie okoliczności zgonu Krzysztofa i udzielenie mi pozwolenia na udział w jego pogrzebie. Za odmowę współpracy zostałam podwójnie ukarana: o okolicznościach śmierci brata dowiedziałam się od przyjaciół mojej rodziny dopiero trzy miesiące później a w pogrzebie nie mogłam wziąć udziału. Nie zapomnę też, jak znęcał się nad małżeństwem Kolińskich, których jedyną winą było to, że wynajęli mi swoje mieszkanie, za co oboje osadzono w areszcie pozbawiając w ten sposób opieki ich dwoje małych dzieci i obłożnie chorą matkę. Więcej o działalności płk. Dębca powiedzieć mogą inni członkowie podziemnych struktur, wobec których prowadził czynności śledcze. Ja przyznać muszę, że w naiwności swojej ani przez chwilę nie przypuszczałam, iż człowiek ten, po szumnie zapowiadanej weryfikacji, mógłby pozostać na swoim stanowisku, zwłaszcza po tym, jak jego sprawę przedstawiłam latem ub.r. Jackowi Merklowi, członkowi komisji nadzorującej weryfikację. Okazuje się, że przesłuchujący mnie pracownicy SB mieli rację, kiedy bez końca powtarzali: «My zawsze będziemy potrzebni. W każdym systemie, zawsze będzie wróg, przed którym trzeba będzie bronić państwa».” I tak Adam Dębiec nie tylko, że pozostał w nowych strukturach bezpieczeństwa publicznego, ale awansował do stopnia pułkownika i prowadzi dziś śledztwo w najbardziej prestiżowej sprawie karnej w naszym kraju, występując w roli Katona i rzucając podejrzenia na całe kierownictwo NBP z p.o. prezesa A. Topińskim, który ku jego niezadowoleniu, ciągle przebywa na wolności. Jakimiż to kwalifikacjami, kompetencjami oraz osiągnięciami zaimponował on szefowi UOP A. Milczanowskiemu i premierowi J.K. Bieleckiemu, z których pierwszy w chwili mojego aresztowania był niejawnym członkiem TKK, a drugi, według jego własnych słów, łącznikiem merytorycznym? Rozumiem, że docenione zostały zasługi płk. Dębca w ściganiu i ujęciu działaczy struktur «S», ale czy aresztowanie Bujaka dopiero po 5 latach ukrywania się jest właściwym kryterium do oceny kwalifikacji kompetencji przydatności pracownika w MSW? ”Adam Dębiec to oczywiście płotka (akcję zatrzymania Bujaka i innych nadzorował osobiście Cz. Kiszczak), ale jest to płotka, której działalność w okresie stanu wojennego dane mi było odczuć na własnej skórze. Fakt pozostawienia go, a nawet awansowania, w zweryfikowanej strukturze MSW, pozwala mi przypuszczać, że niewiele się tam zmieniło. Ja rozumiem, że różni zasłużeni dla dawnego reżimu esbecy mogli prześliznąć się przez sito weryfikacji, ale nie chce mi się wierzyć, że obecny szef UOP nie zapoznał się z aktami sprawy przeciwko strukturze, której sam był członkiem. Nieznane mi są podstawy, na jakich dokonano aresztowań «Art-B» i bankowców, nie wiem, jakie zebrano dowody. Znając jednak płk. Dębca czuję się bardziej solidarna z przesłuchiwanymi niż z przesłuchującym.”

uop_logoDębiec był zaangażowany w strategiczne śledztwa prowadzone przez UOP m.in. we wspomnianej wyżej aferze Art-B i FOZZ. Ta druga ciągnęła się latami – najpierw toczyło się wieloletnie śledztwo, po którym został sformułowany akt oskarżenia – niewiele brakowało, by sprawa uległa przedawnieniu a winni uniknęli kary. Afera FOZZ swój sądowy epilog znalazła w 2006 roku w czasie rządów PiS, kiedy to zapadł prawomocny wyrok skazujący m.in. Grzegorza Żemka, Janinę Chim oraz zaocznie Dariusza Przywieczerskiego na kary bezwzględnego więzienia.

Po upadku rządu Jana Olszewskiego i przejęciu MSW przez ekipę Lecha Wałęsy płk Adam Dębiec został wyznaczony na śledczego w sprawie działań podejmowanych przez współpracowników ministra Antoniego Macierewicza.

„Kiedy pracownicy Wydziału Studiów MSW pojawili się w pracy w dniu 6 czerwca 1992 roku (sobota), odizolowano ich od reszty personelu MSW i umieszczono w specjalnie przygotowanej Sali. Były funkcjonariusz SB a później śledczy UOP płk Adam Dębiec miał kierować «postępowaniem wyjaśniającym». Jednak pracownicy Wydziału Studiów MSW odmówili składania wyjaśnień, domagając się jednocześnie zinwentaryzowania zabezpieczonych archiwaliów MSW w obecności przedstawicieli Sejmu RP. Mimo dużej wiedzy, jaką dysponowali, wszystkich z dnia na dzień wyrzucono z pracy”.

Po odejściu z UOP Adam Dębiec zajął się interesami – głośna była w mediach akcja z jego udziałem dotycząca Radia Zet.W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Dębiec stwierdził, że do Eurozetu poszedł w ramach swojej działalności gospodarczej – po odejściu z UOP założył firmę. Zlecenia dla niej pomagali mu załatwiać ludzie poznani w służbach.”


Adam Debiec

Excerpt From: Dorota Kania. “Resortowe Dzieci. Służby.” iBooks. Jednym z podwładnych ppłk. Wiktora Fonfary w Biurze Śledczym MSW, który razem z nim przeszedł do Urzędu Ochrony Państwa, był Adam Dębiec, wieloletni funkcjonariusz […]

Początki likwidacji Art-B

container_2305071bwrzesień 1991

Na efektywniejsze posunięcia w Art B. W tym czasie w działania spółki także gospodarcze ingerowała m.in. prokuratura. Już w pierwszych dniach po pacyfikacji biur Art B zabezpieczyła jej konta bankowe. Wszystkie transakcje odbywały się pod czujnym okiem organów ścigania.

– Dochodziło do paradoksów, że do mnie dzwoniono i pytano co zrobić z towarem, który stoi na granicy i może się zepsuć. Ode mnie oczekiwano decyzji – mówił w nieoficjalnej rozmowie prowadzący wówczas śledztwo prokurator Kazimierz Radomski. Nie ukrywał, że decyzje takie podejmował. Np. dotyczące transportu wołowiny jadącego za pośrednictwem Art B z Polski na Ukrainę. Tam mięso miało być przerobione na puszki i wyeksportowane (także za pośrednictwem polskiej spółki) do Polski i na zachód.

– Tą metodą część naszych kontraktów przejęła firma kuzyna pana prokuratora – twierdzi Andrzej Gąsiorowski.

images– Nie było innego wyjścia, musiałem podejmować decyzje gospodarcze, bo inaczej straty w Art B byłyby jeszcze większe – tłumaczył nam prok. Radomski. Jego zdaniem konta spółki musiały być zablokowane z powodu trwających czynności śledczych. Do nich potrzebne były dokumenty spółki, także kontrakty, listy wierzycieli i współpracowników, które dla odmiany utknęły prawdopodobnie w biurkach UOP. Każdy krok nowego kierownictwa Art B był ponadto pilnie kontrolowany przez doraźnie powołany nieformalny komitet składający się z przedstawicieli NBP, BHK, UOP, prokuratury i ministerstwa finansów.

Kawalec-IMG-0360– To było konieczne, bo w grę wchodziły kwoty budżetowe – twierdzi ówczesny wiceminister finansów Stefan Kawalec.

– To było bezprawne i szkodliwe dla Art B. To był po prostu komitet inkwizycyjny, którego jedynym zadaniem, osiągniętym z resztą było wyeliminowanie firmy z rynku. Zabranie dokumentów spowodowało bezśladowe rozkradanie naszej firmy. – mówi Andrzej Gąsiorowski.

100296522-warehouse-boxes-on-shelves-gettyp_0.1910x1000– W sprawie Art B od samego początku były podejmowane decyzje sprzeczne z prawem. Komisja złożona z przedstawicieli rządu i służb specjalnych nie miała żadnego prawnego umocowania. Jedynymi instrumentami jakimi powinny posługiwać się organa państwowe były kodeksy cywilny karny i bankowy oraz procedury uregulowane w kodeksie postępowania karnego, kodeksie postępowania cywilnego i prawie bankowym. Żaden przepis nie przewidywał utworzenia takiego tworu, jak specjalna komisja – mówi mec. Mirosław Brych ówczesny pełnomocnik prezesów Art B. Komitet i prokuratura podejmowały więc decyzje, które choćby w kodeksie handlowym są zastrzeżone dla statutowych władz spółki.

imgres– Nie miałem swobody działania. Zaproponowałem program, który powodował, że w ciągu 5 lat spółka bez trudu mogła wyjść z finansowych opresji. Spłacić dług i odsetki. Posiadała przecież potężne depozyty w bankach, rozpoczęte kontrakty i przede wszystkim kontakty na całym świecie. Warunkiem było odblokowanie kont spółki i wyciszenie nieprawdopodobnej nagonki jaka została rozpętana przeciwko Art B i umożliwienie jej działania. Co można zrobić kiedy się ma zablokowane konta i nie ma się dostępu do gotówki na bieżącą działalność spółki, kiedy z firmy nie wychodzą kontrolerzy izby skarbowej, banku, funkcjonariusze UOP. Za błędy właścicieli nie może odpowiadać firma. Po to by nie narazić się na podejrzenia i zapewnić organom państwa kontrolę nad tym co dzieje się w spółce zaproponowałem by w Radzie Nadzorczej Art B zasiedli przedstawiciele NBP i ministerstwa finansów. Ta propozycja została odrzucona. Zadziwiająco szybko spisano na straty 400 mln USD. – mówi Aleksander Gawronik.


kto+sie+boi1  fragmenty książki”Kto się boi Art-B” – T.Rudomino i A.Kwiatkowskiej

wrzesień 1991 Na efektywniejsze posunięcia w Art B. W tym czasie w działania spółki także gospodarcze ingerowała m.in. prokuratura. Już w pierwszych dniach po pacyfikacji biur Art B zabezpieczyła jej konta bankowe. […]

ONA: Wywiad z Janem Krzysztofem Bieleckim

8d2c4-10535607_666255226801237_3458605705995940028_o

Jan Krzysztof Bielecki – były premier RP

ONA – ZA KULISAMI TRZECIEJ RP.

„POTRZEBUJEMY JESZCZE CZASU”

Z Janem Krzysztofem Bieleckim, przewodniczącym Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów, byłym premierem RP, byłym prezesem zarządu PKO SA – rozmawia Zofia Wojtkowska.

________________________

Zofia Wojtkowska: Jako premier miał pan specjalne doświadczenia z tym „polskim kapitałem. Wlecze się za pana rządem do dziś. Nazywa się Art-B.

Art-B nie rozwinął się dlatego, że myśmy rządzili. To my go najpierw operacyjnie, a potem wszelkimi innym środkami prawnymi zlikwidowaliśmy. Działalność Art-B oparła się na schemacie amerykańskim z czasów wielkiego kryzysu. „Szybujące czeki” szybciej krążyły niż informacja o nich. Pamiętam, jak odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne minister Milczanowski i śledczy próbowali nadążyć za tymi czekami i zrozumieć, na czym ten oscylator polega. Naprawdę chcieli ustalić, skąd to ruszyło, gdzie były te pierwsze pieniądze, które to uruchomiły. Gdzie była pierwsza pożyczka. I w końcu policja do tego doszła. Continue reading „ONA: Wywiad z Janem Krzysztofem Bieleckim”

Jan Krzysztof Bielecki – były Premier RP:
– Art-B nie rozwinął się dlatego, że myśmy rządzili. To my go najpierw operacyjnie, a potem wszelkimi innym środkami prawnymi zlikwidowaliśmy.
– Gdy byłem w Ursusie w lipcu 1991 roku, wiedziałem już, że to jest niebezpieczna grupa. Byłem zszokowany, kiedy zobaczyłem na sali Gąsiorowskiego. Jako eksperta ze strony załogi! Na dodatek jako jedyny był naprawdę zorientowany, co się tam dzieje. Byłem wściekły! Jakiś czas potem przyszedł do mnie Milczanowski i powiedział, że ma wystarczające dowody, żeby ich zamykać….

Pościg za Art-B

4cb76ae337c51_o,size,780x250,q,71,h,013084

Premier RP – Jan Krzysztof Bielecki, Minister Finansów – Leszek Balcerowicz

fragmenty książki „Kto się boi Art-B” – T.Rudomino i A.Kwiatkowskiej

Pościg za prezesami rozpoczął się niemal natychmiast po ich wyjeździe. Już 16 sierpnia 1991 r, a więc na dzień przed przedstawieniem zarzutów prezesowi Art B, ówczesny szef UOP Andrzej Milczanowski, wiceminister finansów Stefan Kawalec i Robert Koński z tegoż ministerstwa na polecenie premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego i wicepremiera Leszka Balcerowicza, spotkali się z ambasadorem USA Thomasem Simonsem, oraz przedstawicielami CIA – Billem Noryille z sekcji politycznej ambasady i Jackiem Spilsbury z sekcji ekonomicznej. Rozmawiano o sprawie Art B.

Szef UOPu – Andrzej Milczanowski

Poufna notatka z tego spotkania, ujawniona w 1992 r. przez polską prasę, głosiła „ministrowie zwrócili się do ambasadora o pomoc w uzyskaniu ekspertów amerykańskich, którzy pomogliby w zlokalizowaniu środków Art B, w ich zablokowaniu i odzyskaniu”. Polski rząd o pomoc w ściganiu „aferzystów” prosił także Brytyjczyków (MI6) i Izrael (Mossad). Ambasador Simons nie palił się do spełnienia prośby polskich urzędników. Uznał, że sprawa jest wyjątkowo delikatna i zaangażowanie USA musi być poważnie rozważone. Polscy urzędnicy jednak nie rezygnowali.

29 sierpnia odbyło się kolejne spotkanie, tyle że już „drugiego garnituru”. Ze strony polskiej uczestniczyli w nim naczelnik wydziału śledczego UOP Adam Dębiec, dyrektor departamentu Ministerstwa Finansów Sławomir Sikora wraz z wicedyrektorem Jackiem Biernackim. Amerykanów reprezentowali Jack Spilsbury oraz drugisekretarz ambasady USA T. Brennan. CIA do tematu Art B wprawdzie przygotowali się bardzo dokładnie, ale orzekli, że w sprawę oficjalne mieszać się nie będą i UOP powinien wykorzystać swoje bezpośrednie kontakty w Stanach.

Sekretarz ambasady USA w Polsce – Jack Spilsbury

123679-donaldi

Premier RP Jan Krzysztof Bielecki i Donald Tusk

fragmenty książki „Kto się boi Art-B” – T.Rudomino i A.Kwiatkowskiej Pościg za prezesami rozpoczął się niemal natychmiast po ich wyjeździe. Już 16 sierpnia 1991 r, a więc na dzień przed przedstawieniem zarzutów […]

Początki likwidacji Art-B

imagesNa efektywniejsze posunięcia w Art B. W tym czasie w działania spółki także gospodarcze ingerowała m.in. prokuratura. Już w pierwszych dniach po pacyfikacji biur Art B zabezpieczyła jej konta bankowe. Wszystkie transakcje odbywały się pod czujnym okiem organów ścigania.
– Dochodziło do paradoksów, że do mnie dzwoniono i pytano co zrobić z towarem, który stoi na granicy i może sią zepsuć. Ode mnie oczekiwano decyzji – mówił w nieoficjalnej rozmowie prowadzący wówczas śledztwo prokurator Kazimierz Radomski. Nie ukrywał, że decyzje takie podejmował. Np. dotyczące transportu wołowiny jadącego za pośrednictwem Art B z Polski na Ukrainę. Tam mięso miało być przerobione na puszki i wyeksportowane (także za pośrednictwem polskiej spółki) do Polski i na zachód.
– Tą metodą część naszych kontraktów przejęła firma kuzyna pana prokuratora – twierdzi Andrzej Gąsiorowski.
container_2305071b– Nie było innego wyjścia, musiałem podejmować decyzje gospodarcze, bo inaczej straty w Art B byłyby jeszcze większe – tłumaczył nam prok. Radomski. Jego zdaniem konta spółki musiały być zablokowane z powodu trwających czynności śledczych. Do nich potrzebne były dokumenty spółki, także kontrakty, listy wierzycieli i współpracowników, które dla odmiany utknęły prawdopodobnie w biurkach UOP. Każdy krok nowego kierownictwa Art B był ponadto pilnie kontrolowany przez doraźnie powołany nieformalny komitet składający się z przedstawicieli NBP, BHK, UOP, prokuratury i ministerstwa finansów. – To było konieczne, bo w grę wchodziły kwoty budżetowe – twierdzi ówczesny wiceminister finansów Stefan Kawalec.
– To było bezprawne i szkodliwe dla Art B. To był po prostu komitet inkwizycyjny, którego jedynym zadaniem, osiągniętym z resztą było wyeliminowanie firmy z rynku. Zabranie dokumentów spowodowało bezśladowe rozkradanie naszej firmy. – mówi Andrzej Gąsiorowski.

100296522-warehouse-boxes-on-shelves-gettyp_0.1910x1000– W sprawie Art B od samego początku były podejmowane decyzje sprzeczne z prawem. Komisja złożona z przedstawicieli rządu i służb specjalnych nie miała żadnego prawnego umocowania. Jedynymi instrumentami jakimi powinny posługiwać się organa państwowe były kodeksy cywilny karny i bankowy oraz procedury uregulowane w kodeksie postępowania karnego, kodeksie postępowania cywilnego i prawie bankowym. Żaden przepis nie przewidywał utworzenia takiego tworu, jak specjalna komisja – mówi mec. Mirosław Brych ówczesny pełnomocnik prezesów Art B. Komitet i prokuratura podejmowały więc decyzje, które chocby w kodeksie handlowym są zastrzeżone dla statutowych władz spółki.
ef5a2-aleksander_gawronik_lechmuszynski_pap_450– Nie miałem swobody działania. Zaproponowałem program, który powodował, że w ciągu 5 lat spółka bez trudu mogła wyjść z finansowych opresji. Spłacić dług i odsetki. Posiadała przecież potężne depozyty w bankach, rozpoczęte kontrakty i przede wszystkim kontakty na całym świecie. Warunkiem było odblokowanie kont spółki i wyciszenie nieprawdopodobnej nagonki jaka została rozpętana przeciwko Art B i umożliwienie jej działania. Co można zrobić kiedy się ma zablokowane konta i nie ma sią dostępu do gotówki na bieżącą działalność spółki, kiedy z firmy nie wychodzą kontrolerzy izby skarbowej, banku, funkcjonriusze UOP. Za błędy właścicieli nie może odpowiadać firma. Po to by nie narazić się na podejrzenia i zapewnić organom państwa kontrolę nad tym co dzieje sią w spółce zaproponowałem by w Radzie Nadzorczej art B zasiedli przedstawiciele NBP i ministerstwa finansów. Ta propozycja została odrzucona. Zadziwiająco szybko spisano na straty 400 mln USD. – mówi Aleksander Gawronik.


fragmenty książki „Kto się boi Art-B” – T.Rudomino i A.Kwiatkowskiej

Każdy krok nowego kierownictwa Art B był ponadto pilnie kontrolowany przez doraźnie powołany nieformalny komitet składający się z przedstawicieli NBP, BHK, UOP, prokuratury i ministerstwa finansów. – To było konieczne, bo w grę wchodziły kwoty budżetowe – twierdzi ówczesny wiceminister finansów Stefan Kawalec….

GW: Wywiad ze Stefanem Kawalcem

z13497643AA,Stefan-Kawalec

Stefan Kawalec – b.Wiceminister Finansów

Gazeta Wyborcza: 05.05.1993 – wywiad z Ewą Szemplińską

Stefan Kawalec – czarny charakter

O Stefanie Kawalcu:  Był doskonały w sztabie kryzysowym Art-B. Kategorycznie odrzucał wszelkie możliwości porozumienia z Bagsikiem i Gąsiorowskim przez granice (z Izraelem), i cały czas współpracował z NBP, choć w gruncie rzeczy nie musiał tego robić”


imgres-2 => Gazeta Wyborcza: 05.05.1993 – wywiad z Ewą Szemplińską

Gazeta Wyborcza: 05.05.1993 – wywiad z Ewą Szemplińską Stefan Kawalec – czarny charakter O Stefanie Kawalcu:  „Był doskonały w sztabie kryzysowym Art-B. Kategorycznie odrzucał wszelkie możliwości porozumienia z Bagsikiem i Gąsiorowskim przez […]

W Sieci: Walnęliśmy ich Art-B”

B.szef delegatury WSI w Krakowie: „Gdy oni nam wywlekli FOZZ, to przecież nie mogli się spodziewać, że pozostaniemy bierni. Walnęliśmy ich Art-B!

Screenshot 2015-01-08 04.23.27

1653765_740678029278389_1898184084_nf46f3-1901569_740678175945041_2136241407_n2f8bc-1779243_574756412617786_530773772_n

e8ec6-1911854_574740645952696_348838420_n

B.szef delegatury WSI w Krakowie: „Gdy oni nam wywlekli FOZZ, to przecież nie mogli się spodziewać, że pozostaniemy bierni. Walnęliśmy ich Art-B!

GW: Wywiad z Maciejem Zalewskim

Screenshot 2015-01-08 00.19.48
 Maciej Zalewski, poseł” PC, były prezes „Telegrafu” i były sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta opowiada Annie Bikont i Jerzemu Jachowiczowi („Gazeta Wyborcza”)
Gazeta Wyborcza 17.07.1992
_______________________________________________
Gazeta Wyborcza.:  Prezydent Walesa powie­dział niedawno: „Najbliżsi ludzie prezydenta gdy dostają polecenia aby łapać aferzystów, poma­gają aferzystom i jeszcze  ich ostrzegają”. Jakby Pan to sko­mentował?
Maciej Zalewski:  Można wnioskować z pierwszej części zdania, że pan pre­zydent chciał wiedzieć, co dzieje w świecie polskiego kąpitału, Kierując Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, starałem się tę wolę prezydencką wypełniać. Co do drugiej części zdania, nie sądzę żeby mnie dotyczyła.
ZAŁATWIĄ NAS OD STRONY CHŁOPÓW
GW.: Prezydent chciał dyspono­wać wiedzą o polskim kapitale. Zatem inicjatywa spotkania spotkania z przedstawicielami Art-B wyszła z Biura Bezpieczeństwa Narodowego?
MZ:  Art-B zjawiła się w polu mojego widzenia, gdy już pracowałem w Kancelarii Prezydenta (Lecha Wałęsy). Wyobraźmy sobie, ze pojawia się wielka firma, która bu­duje sobie image firmy pro-rolniczej, ratującej „Ursus”. Mając na dodatek pełne zaplecze ekonomiczne, staje się znaczącym elementem sceny politycz­nej. Firma chce oddziaływać na­wet na rezultat wyborów. Kluczem do  rozumienia każdej firmy jest pytanie, skąd wziął się pierwszy milion. W przypadku Art-B krążyło wiele wersji: czy to pieniądze b. PZPR, czy zachodniego kapitału, czy może finansował ich obcy wywiad? Czy trudno sobie wyobrazić, że jako urzędnik odpowiadający za bezpieczeństwo państwa, próbuję dowiedzieć się czegoś na własną rękę, kiedy nie udaje mi się uzyskać żadnych informacji.
GW.:  Czy był to jedyny powód Pana zainteresowania Art-B?
MZ:  Pierwszy pean na cześć Art-B ukazał się u Was w „Gazecie Wyborczej”. Zacząłem się obawiać, że (Art-B) jest to grupa kapitałowa związana z Wami (tzn. z Unią Demokratyczną)  i że ona będzie jedną z Waszych lokomotyw. Że to Wasza firma. Rany Boskie, kupią „Ursusa”, sprzedadzą chłopom ciągniki i Unia zdobędzie 25 proc. głosów więcej. Poleciałem do Leszka Kaczyńskiego: – „Leć do prezydenta (Lecha Wałęsy), bo jeszcze zaraz za­czną nas załatwiać od strony chłopów”. Taka sprawa mogła zaburzyć  równowagę polityczną kraju.

Continue reading „GW: Wywiad z Maciejem Zalewskim”

Maciej Zalewski – b.sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, b.szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego:
– Nie interesował mnie katalog działań polskich firm, ale ten osobliwy przypadek. Art-B rozbudzała namiętności, samu się narzucała, żeby się nią interesować ….

Raport Macieja Zalewskiego

MACIEJ ZALEWSKI
POSEŁ NA SEJM RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Warszawa, 17.12.1993 r.

Pani Olga Krzyżanowska
Przewodnicząca Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich

Korzystając z przysługującego mi prawa chcę odnieść się do wniosku Prokuratora Generalnego z dnia 22.10.1992 r. o pociągnięcie mnie do odpowiedzialności karnej i przedstawionych we wniosku zarzutów popełnienia, przestępstw z art. 252 par. 1 kk, art. 205 par. 1 kk oraz z art. 239 par. 2 kk.

Kontekst, charakter i okoliczności moich kontaktów z Bogusławem Bagsikiem i Andrzejem Gąsiorowskim.

  • W dniu 12.03.1991 r. zgodnie z par. 2 ust. 2 pkt. 2 literą c Zarządzenia nr 3 Prezydenta RP (Lecha Wałęsy) z 31.01.1991 r. w sprawie KOK (Komitetu Obrony Kraju), zostałem powołany na stanowisko Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezydenta RP (Lecha Wałęsy), z jednoczesnym powierzeniem funkcji Sekretarza KOK.
  • Zakres moich obowiązków obejmował m.in. problematykę zagrożenia porządku wewnętrznego kraju. Problematyka ta pokrywa się ze sferą odpowiedzialności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Sprawiedliwości.
  • Ważnym aspektem problematyki zagrożeń jest sposób funkcjonowania na polskim rynku kapitału prywatnego i zagranicznego, jego pochodzenie, źródła i kierunki obiegu, wpływy, jakie może on wywierać na finanse publiczne i politykę pieniężną państwa.
  • Dnia 23.04.1991 r., w rozmowie z Szefem Urzędu Ochrony Państwa, określiłem zakres powyższej problematyki i zwróciłem się z prośbą o dostarczenie mi odpowiednich materiałów i informacji (pismo tajne, RBN/01/MZ/91 z 24.03.1991 r.). Odpowiedź Szefa UOP (pismo spec. znaczenia, Eb-00118/91) przedstawiała zakres wiedzy UOP w interesujących mnie sprawach i umacniała w przekonaniu, że należy zajmować się energicznie tą problematyką. W ciągu trzech tygodni odbyłem z kierownictwem UOP pięć spotkań i dyskusji poświęconych tej sprawie (23.04., 1.05., 6.05., 9.05., 15.05.). Jedną z firm której poświęcaliśmy uwagę, była spółka Art-B.
  • W czasie wizyty Prezydenta RP w Izraelu, w dniach 21-23.05.1991 r. odbyłem spotkania z najwyższymi przedstawicielami izraelskiego Ministerstwa Obrony i służb specjalnych. Jednym z przedmiotów naszego zainteresowania była spółka Art-B (inwestycje w przemyśle paliwowym Izraela, powiązania z największymi izraelskimi bankami i służbami specjalnymi Izraela, domniemane związki z KGB w prowadzeniu akcji transportowania rosyjskich Żydów do Izraela, etc.).
  • Brak możliwości uzyskania skutecznej pomocy UOP w powiększaniu informacji o Art-B zmusił mnie do nawiązania bezpośredniego, operacyjnego kontaktu z panami Bagsikiem i Gąsiorowskim. Informację o nawiązaniu kontaktu przekazałem swoim szefom w Kancelarii Prezydenta RP (Jarosławowi Kaczyńskiemu i Lechowi Kaczyńskiemu), panom Ministrom Stanu, oraz Szefowi Urzędu Ochrony Państwa.
  • W dniach 11.06., 17.06., 20.06., 24.06., 25.06.1991 r, odbyłem siedem spotkań z właścicielami Art-B. W rezultacie „Andrzej Gąsiorowski zadeklarował pełną współpracę w wyświetleniu niejasności związanych z funkcjonowaniem firmy Art-B, zasięgiem operacji przez nią prowadzonych, i źródłem pochodzenia środków, którymi firma obraca” (fragment notatki służbowej z 12.06.1991.r.).
  • Właściciele Art-B przekazali wyczerpujące informacje i materiały dotyczące operacji finansowych prowadzonych przez firmę („oscylator”), mechanizmów funkcjonowania holdingu Art-B i jego struktury, udziału Art-B w kontaktach polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) z kierownictwem Ministerstwa Obrony Izraela (problemy współpracy przemysłów zbrojeniowych i handlu), ujawnili też analizy polityczne zbliżających się wyborów parlamentarnych i informacje dotyczące zaangażowania Art-B w kampanię prezydencką. Informacje operacyjne zostały przekazane do Urzędu Ochrony Państwa.
  • Na mój wniosek z 17.06.1991 r. (pismo tajne, RBN/143/MZ/91) Prezydent RP w dniu 18.06.1991 r. udzielił mi pełnomocnictwa d/s kontaktów z izraelskimi służbami specjalnymi w sprawach bezpieczeństwa państwa. Równolegle z rozmowami z ART-B trwały kontakty z przedstawicielami Izraela (20.06., 28.06., 1.07., 4.07.).
  • Właściciele Art-B „deklarowali chęć pośrednictwa w kontaktach finansowo-handlowych z Izraelem na dużą skalę, 1.5.-2 mld USD” (tamże).
  • W dniu 25.06.1991 r. Minister Stanu, Szef Kancelarii Prezydenta RP (Jarosław Kaczyński), po rozmowie jaką odbył z szefem Urzędu Ochrony Państwa (Andrzejem Milczanowskim), przekazał mi polecenie zaprzestania kontaktów z Art-B. Według przekazanych mi informacji, Urząd Ochrony Państwa miał wejść w posiadanie danych na temat powiązania spółki Art-B ze służbami specjalnymi obcego państwa. Bezzwłocznie zaprzestałem kontaktów z Art-B. Pomimo dwu miesięcy pracy poświęconej zbadaniu spółki Art-B, jej powiązań i działań, nie jestem do dziś w stanie autorytatywnie wypowiadać się na jej temat w aspekcie bezpieczeństwa państwa, i ewentualnych jego zagrożeń.
  • Moja praca, którą musiałem nagle przerwać, nie może służyć jako najlepszy przykład współpracy pomiędzy instytucjami władzy, które zajmują się podobną problematyką (MSW, a. właściwie Urząd Ochrony Państwa a Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (UOP)).
  • Nigdy ani UOP, ani Ministerstwo Sprawiedliwości, nie przekazywały mi jakichkolwiek informacji operacyjnych dotyczących Art-B. Sam, po uzyskaniu jakichkolwiek informacji dotyczących Art-B przekazywałem je do wiadomości swoim zwierzchnikom w Kancelarii Prezydenta RP (Jarosławowi Kaczyńskiemu i Lechowi Kaczyńskiemu), oraz do Urzędu Ochrony Państwa.
  • Terminarz moich, najważniejszych spotkań dotyczących Art-B wyglądał następująco: UOP: 23 kwietnia, 1, 8, 9,10 maja, 20-25 czerwca, 2 lipca; Izrael: 21, 23 maja, 18, 20, 28 czerwca, 1, 7 lipca; Art-B: 11,17, 20, 24, 25 czerwca.

Podpisał: Maciej Zalewski

_____________________________________________

imgres-2

Raport Macieja Zalewskiego dla Sejmu RP • Maciej Zalewski do Marszałka Sejmu

… MACIEJ ZALEWSKI POSEŁ NA SEJM RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Warszawa, 17.12.1993 r. Pani Olga Krzyżanowska Przewodnicząca Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich Korzystając z przysługującego mi prawa chcę odnieść się do wniosku Prokuratora Generalnego z […]

Likwidacja Art-B: Wprowadzenie

CALENDARIUM

  • 10.02.1989 Założenie Art-B. Kapitał zakładowy wynosił 10 zł (po denominacji)
  • 04.08.1991 BHK (Bank Handlowo Kredytowy) przejmuje akcje Art.B of Bagsika i Gąsiorowskiego.
  • 20.08.1991 NBP powołuje nadzór komisarycznego nad BHK.
  • 01.01.1992 Postawienie Art-B w stan likwidacji przez BHK.
  • 30.03.1992 Postawienie BHK w stan likwidacji przez  NBP.
  • Art-B i BHK nigdy nie postawiono w stan upadłości. 
  • Przeciwko Art-B nie wytoczono ani jednej sprawy sądowej

LIKWIDACJA ART-B
  • Wbrew przepisom, przy rozpoczęciu likwidacji nie sporządzono bilansu otwarcia likwidacji. Jest to działanie sprzeczne z prawem.
  • Spółka Art B w likwidacji nie ma Rady Nadzorczej.
  • W okresie początkowym likwidacja była nadzorowana przez nieformalną komisję z udziałem prokuratora, przedstawicieli NBP, Ministerstwa Finansów, oraz UOPu.
  • Prokuratura (prokurator Kazimierz Radomski) osobiście nadzorował tworzenie dokumentacji finansowej Art-B, zalecając biegłym i likwidatorowi dokonywanie odpowiednich zmian (zakaz wykazywania zysków, księgowanie aktywów na poczet strat), by wyniki pasowały do koncepcji śledztwa. (link => 08.12.1993 )
  • Pierwszy bilans powstał w 1993 – dopiero w dwa lata po rozpoczęciu likwidacji. 
  • Likwidacja trwa już 21 lat.
LIKWIDATORZY
  • Od maja 2006 r. czynności likwidacyjne prowadzi wyłącznie w siedzibie w Katowicach, gdzie pracują dwie osoby (Jerzy Cyran (77), xxxx). 
  • Jerzy Cyran był wicewojewodą katowickim w okresie stanu wojennego. Jest współodpowiedzialnym za masakrę górników w kopalni „Wujek”. 
  • Został mianowany likwidatorem przez bankowców z BHK.
  • W każdym roku swojej działalności likwidator wykazuje astronomiczne koszty likwidacji, na które składają się pensje i odsetki naliczane BHK – jedynemu właścicielowi Art-B.
  • Przyklady wynagrodzenia rocznego członków Zarządu: 1.6 mil zł (2003), 1.4 mil zł (2004). 
  • Za okres 20 lat wynagrodzenie dla likwidatorów to 30 mil. zł. 
  • Spółka udziela pożyczek  z ZFŚS wszystkim pracownikom, w tym Likwidatorowi.
ZYSKI
  • Środki finansowe uzyskane z likwidowanego majątku pozwoliły na bieżące regulowanie zadłużenia wobec Banku Handlowo Kredytowego S.A. w Katowicach. 
  • Na poczet zadłużenia przekazano następujące kwoty po przeliczeniu na USD:
 
 
GRABIEŻ MIENIA ART-B
  • Do 2011 na poczet spłaty zadłużenia Art-B przekazało 620 mil  (260 mll USD).
  • Pomimo tego, na dzień dzisiejszy zadłużenie Art-B do NBP jest większe niż 21 lat temu przed rozpoczęciem likwidacji.
  • Spółka Art „B” w likwidacji przez te 20 lat tylko dwa razy była na plusie – w 1996 i 2008 r. Poza tym przynosi straty milionowe (np. w 2011 r.  strata 5.7 mln).
  • Umowy zbycia wskazują sprzedaż majątku po znacznie zaniżonych cenach. W okresie likwidacji od 1.01.1992 r. do 31.12.2004 r. zawarto ogółem 741 transakcji, na które składają się:
    – nieruchomości (działki): 73
    – traktorów: 76
    – samochodów: 106
    – samolotów: 8
    – sprzęt TV – AGD: 27
    – urządzeń: 35
    – tow. spożywczych: 29
    – tekstylii: 6
    – różnych: 8
    – akcji: 33
    – udziałów: 82

BILANSE LIKWIDACJI ART-B

  • 2011: Przychody ze sprzedaży produktów, operacyjne i finansowe: 580 tys. zł. Wynagrodzenia + ubezpieczenia: 470 tys zł. Koszty uzyskania przychodów: 6.3 mil zł, w tym koszty finansowe 5.6 mil zł (!!!!). Wynik finansowy za 2011 – strata 5.7 mil zł.
  • 2004: przychód: 2.2 mil zł, koszty uzyskania przychodu 10 mil zł, wynik za 2004 – strata 9.2 mil zł.
  • 2003: przychód 2.1 mil zł, koszty 10 mil zł, wynik za 2003 – strata 8.2 mil zł.
  • 2002: przychód 3.2 mil zł, koszty 16.4 mil zł, wynik za 2002 – strata 13.2 mil zł.
  • Podobne rezultaty bilansów przedstawiono w latach 1992-2010.
IZRAELSCY ADWOKACI
  • W 1993 likwidator Art-B odrzucił propozycję Bagsika i Gąsiorowskiego aby przekazać akcje PAZu w zastaw dla Art-B / NBP na poczet spłacenia zadłużenia. Dzisiejsza wartość akcji PAZ to 2 miliardy USD. Zyski tej firmy w 100% pokryły by jakiekolwiek zadłużenie Art-B do Polskiego Systemu Bankowego.
  • Jednocześnie za namową izraelskich właścicieli 50% akcji PAZu – w 1993 likwidator Cyran wszczął proces w Izraelu przeciwko Bagsikowi i Gąsiorowskiemu. Adwokat Miron został przedstawicielem Art-B i właścicieli PAZu. W 1996 likwidator Art-B wypłacił prowizję izraelskiemu adwokatowi Mironowi w wysokości 12.7 mill USD za prowadzenie sprawy (przez 5 lat) zwrotu przez Bagsika i Gąsiorowskiego sumy 80 mil USD.
  • W 1996 likwidator Cyran wszczął proces w Izraelu przeciwko właścicielom PAZu. Adwokat Miron został przedstawicielem Art-B. W 2014 likwidator Art-B wypłaci prowizję izraelskiemu adwokatowi Mironowi (reprezentującego Art-B) w wysokości ponad 15 mil USD za prowadzenie (przez 16 lat) sprawy zwrotu przez właścicieli PAZu pieniędzy ukrytych przed likwidatorem Art.B. 
OBRAZY ART-B
  • W 2009 przeniesiono własność kolekcji obrazów Art-B wartości 6.3 mil zł do BHK. W wyniku tego naliczono podatek VAT w kwocie 1.1 mil zł.
LIKWIDACJA BANKU HANDLOWO-KREDYTOWEGO (BHK)
  • Jedynym aktywem banku BHK jest Art-B w likwidacji. Jedyną działalnością jest przekazywanie środków uzyskanych z likwidacji Art-B i przekazywanie do NBP.
  • Od samego początku czynności likwidacyjne prowadzi wyłącznie w siedzibie w Katowicach, gdzie pracują dwie osoby (Zygfryd Blochel (74), Bernard Śmieszek (82). 
  • Obydwaj likwidatorzy są bankowcami.
  • Bilans za rok obrotowy 2011: suma bilansowa 1.8 miliarda zł.
  • Wyciąg z bilansu BHK za 2011: udział kosztów z tytułu wynagrodzeń w łącznej kwocie kosztów: 49.1%; w łącznej kwocie przychodów: 8.7%. 
FIKCYJNE KARNE ODSETKI
  • Straty w likwidacji są wynikiem jednostronnego naliczania karnych odsetek od Art-B na rzecz jej właściciela – BHK. Jest to działanie niezgodne z prawem.
  • BHK będąc jedynym właścicielem akcji Art-B oraz zarządcą likwidacji jej majątku – nalicza karne odsetki od niespłaconego zadłużenia. 
  • Odsetki są księgowane jako zysk i opodatkowywane.
SPŁATA ZADŁUŻENIA ART-B DO NBP
  • W wyniku przebiegu procesu likwidacji Art-B oraz BHK większość środków jest konsumowana na koszta likwidacji (wypłaty dla likwidatorów, podatki, opłaty sądowe, adwokaci, eksperci), a przede wszystkim naliczaniem FIKCYJNYCH odsetek 
  • Znaczna część środków uzyskanych z likwidacji Art-B nie trafia to NBP / Systemu Bankowego.
  • Klasyczny mechanizm „białego” filtrowania zysków w okresie dwóch dekad na rzecz wąskiej grupy osób cywilnych (bankowców z BHK) kosztem Systemu Bankowego i Skarbu Państwa.
  • Rozciągnięcie likwidacji w nieskończoność daje możliwość nieskończonego czerpania zysków z likwidacji osób zaangażowanych.

CALENDARIUM 10.02.1989 Założenie Art-B. Kapitał zakładowy wynosił 10 zł (po denominacji) 04.08.1991 BHK (Bank Handlowo Kredytowy) przejmuje akcje Art.B of Bagsika i Gąsiorowskiego. 20.08.1991 NBP powołuje nadzór komisarycznego nad BHK. 01.01.1992 Postawienie Art-B […]

FOZZ vs Art-B

12497046806735-w750CALENDARIUM

  • 06.02.1989  Rozpoczęcie rozmów „Okrągłego stołu”
  • 15.02.1989  Powołanie FOZZ (Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego)
  • 05.04.1989  Zakończenie rozmów „Okrągłego stołu”.
  • 04.05.1989  Rejestracja spółki „Art-B”
  • 06.04.1990  Powołanie UOP (Urzędu Ochrony Państwa)
  • 30.07.1990  Art-B wchodzi w Operację „Most”
  • 28.01.1991  Rozpoczęcie kontroli FOZZ przez NIK
  • 12.03.1991  Maciej Zalewski szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego
  • 25.06.1991  Zakończenie kontroli NIKu w sprawie FOZZ końcowy protokół przekazany do Ministerstwa Finansów i UOPu.
  • 25.06.1991  Zaprzestanie kontaktów Macieja Zalewskiego z Art-B z polecenia szefa UOPu Andrzeja Milczanowskiego
  • 15.07.1991  Tajemnicza śmierć Michała Falzmanna – szefa Najwyższej Izby Kontroli (NIK) prowadzącego sprawę FOZZu 
  • 22.07.1991 Utworzenie WSI (Wojskowe Służby Informacyjne) III RP – Jednostkę Wojskową Nr. 3362 (połączenie Wojskowej Służby Wewnętrznej i Zarządu II Wywiadu i Kontrwywiadu Sztabu Generalnego RP).
  • 04.08.1991  Spowodowanie przejęcia Art-B przez bank BHK
  • 06.08.1991  Zbrojna akcja służb specjalnych na Art-B nakaz aresztowania i list gończy za Bogusławem Bagsikiem.
  • 07.10.1991 Tajemnicza śmierć Waleriana Pańko prezesa Najwyższej Izby Kontroli (NIK) prowadzącego sprawę FOZZu (na cztery dni przed przedstawieniem Sejmowi RP wyników kontroli związanej z aferą FOZZ). Kierowca jego służbowej Lancii, Jan Budziński, umarł po paru miesiącach – za przyczynę zgonu uznano zawał. Dwaj policjanci z drogówki, którzy badali wypadek, wybrali się na ryby i utonęli. 
  • 13.11.1991  List gończy za Andrzejem Gąsiorowskim wystawiony 100 dni po wyjeździe Gąsiorowskiego z Polski
  • 03.01.1993  Rozpoczęcie likwidacji Art-B
  • 19.02.1993  Sprawa FOZZ w sądzie
  • 29.03.2005  Wyrok w sprawie FOZZ
  • 30.09.2006 – 16.02.2007 Likwidacja WSI 
  • 10.02.2014 Witold Gadowski w tygodniku W Sieci w rozmowie z byłym szefem krakowskiej delegatury WSI w artykule pt. „Mundur z niejedną plamą” ujawnił nowe fakty odnośnie tak zwanej „Afery Art-B”: „Gdy oni (cywilne słuzby specjalne) nam (WSI) wywlekli FOZZ, to przecież nie mogli się spodziewać, że pozostaniemy bierni. Walnęliśmy ich Art-B!”
  • dzień dzisiejszy… kolejny dzień likwidacji Art-B (rozpoczętej 24 lat temu…)

CALENDARIUM 06.02.1989  Rozpoczęcie rozmów „Okrągłego stołu” 15.02.1989  Powołanie FOZZ (Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego) 05.04.1989  Zakończenie rozmów „Okrągłego stołu”. 04.05.1989  Rejestracja spółki „Art-B” 06.04.1990  Powołanie UOP (Urzędu Ochrony Państwa) 30.07.1990  Art-B wchodzi w Operację „Most” […]